31 październik.
Sobotni poranek, a ja zamiast w łóżku od ósmej godziny
jestem na nogach. Dziś upragniony dzień dzieci jak i dorosłych. Halloween. W
domu od rana panuje lekka i wesoła atmosfera. Wyjątkowo Ian postanowił zrobić
sobie wolne i razem z Sebastianem pojechał z rana po najlepsze dynie. Ja z
dziewczynami po zjedzonym śniadaniu wzięłyśmy się za dekorowanie domu. Ubrana w
niebiesko biały dres dekorowałam akurat ogród przed domem. Świecące, straszne
nagrobki zdobiły idealny trawnik. Dodatkowo kilka figurek duchów, porozrzucane
kości i liczne sztuczne dynie. Na werandzie przed domem zawisnął okropny i
naprawdę przerażający wisielec.
-Cukierek albo psikus. – Ktoś złapał mnie w pasie.
Wystraszyłam się niemiłosiernie upuszczając gumowego kościotrupa.
-Jesteś głupim kretynem Somerhalder. – Warknęłam
odwracając się i widząc uśmiechniętego Chacea.
-Mi także miło Cię widzieć, dzień dobry. – Zaśmiał się
całując mnie w policzek.
-Spadaj. – Burknęłam wieszając kościotrupa na drzwiach. –
Twojego brata nie ma.
-Wiem, ale mam na niego poczekać. – Wytłumaczył. – Nie
jest Ci zimno w samym dresie?
-Już nie, bo ktoś mnie tak wystraszył, że nagle poczułam
się jak na plaży w Miami. – Zmrużyłam oczy rozstawiając na balustradzie dynie,
pająki, kościotrupy i nietoperze. – Dobrze to wygląda? – Zapytałam zerkając w
kierunku ogrodu przed domem.
-Nieźle. Jeszcze tylko palące się dynie i będzie
cudownie. – Zaśmiał się. – Kostium kupiony na dzisiejszy wieczór?
-Owszem, a Ty kupiłeś?
-Ba, już mam od dwóch tygodni. – Śmiał się. – Chodź do
domu, bo się przeziębisz. – Powiedział otwierając przede mną drzwi.
-Cześć wujek. – Powiedziała Becky w korytarzu
rozwieszając sztuczne pajęczyny.
-Wujek! – Krzyknęła Bells biegnąc w jego stronę. – Wiesz
za co będę przebrana? – Zapytała obejmując go w szyi, kiedy Chace wziął ją na ręce.
-Księżniczka? – Uśmiechnął się idąc z nią w stronę salonu
po drodze całując Becky w policzek.
-Będę świecącym kościotrupem! – Krzyknęła podnosząc ręce
w górę.
-Ona się bardziej cieszy na ten kostium niż na cukierki.
– Zaśmiała się blondynka. – Jak to wygląda? – Zapytała zerkając na pajęczyny.
-Całkiem, całkiem. Jeszcze doczepić te małe pajączki i
porozstawiać te duże, białe świece. Będzie super klimatycznie. – Puściłam jej
oczko. – Zaraz biorę się za przygotowywanie kolacji. Wiesz, że Twój ojciec
zamówił specjalne sushi w różnych, halloweenowych kształtach?
-Nie dziwi mnie to ani trochę. – Śmiała się wieszając
pajączki. – Mamy nawet specjalne naczynia na Halloween, w piwnicy. Przyniosę je
jak będę schodziła po resztę ozdób.
-Naczynia? – Spojrzałam na nią ze śmiechem.
-Są kapitalne. Jeszcze nie wiesz jakie tam są rzeczy do
wystroju jadalni. – Odparła również się śmiejąc – Gdzie są te świece?
-W piwnicy, wszystko jest w piwnicy związane z
dzisiejszym wieczorem. Lecę do kuchni opracować plan działania. – Powiedziałam
idąc do kuchni. Usiadłam przy kuchennej wysepce i przeglądałam internet w
poszukiwaniu wszelkiej inspiracji.
-Skończyłaś dekorowanie? – Zapytał Chace wchodząc do
kuchni i wyciągając z lodówki sok.
-Becky ma dokończyć, ja teraz muszę zając się
przygotowaniem jedzenia.
-O tak, dużo jedzenia, bardzo dużo jedzenia. – Śmiał się pochylając
nade mną i zaglądając w telefon. – Palce wiedźmy? – Śmiał się. – No nie wiem…
-Chyba jednak daruje sobie internet i sama coś wymyśle. –
Śmiałam się odkładając telefon.
***
Pomimo tego, że goście zostali zaproszeni na dwudziestą
już o dziewiętnastej jadalnia była przygotowana na ich przyjęcie. Becky nie
żartowała co do naczyń – szklanki, talerze, a nawet sztućce były ozdobione krwawo
i klimatycznie. Między kolorowymi przystawkami porozrzucane były przeróżne
drobiazgi – pajączki, kostki, nietoperze. Czarne balowy wisiały pod sufitem
nadając pomieszczeniu ciemną poświatę. Co do alkoholi także zaszalałam – w
plastikowych kieliszkach przygotowałam różnokolorowe galaretkowe shoty, a
dodatkowo takimi samymi shotami napełniłam duże szczykawki, które kupiłam na
zakupach z Bec. Całość domu prezentowała się znakomicie. Dzieciaki już od
osiemnastej biegają po domach zbierając słodycze, a siostra Iana zaoferowała
się, że zawiezie dziewczyny do swojego mieszkania, a pozostałą trójkę do swojej
mamy. Nie pozostało mi nic innego jak spokojnie przygotować się do wieczornej
zabawy. Wyjęłam z foli delikatnie kostium. Ślizgi i cudowny w dotyku materiał
aż prosił się żeby dotknąć mojej skóry. Założyłam na siebie czarną bieliznę
oraz pończochy dołączone do zestawu. Założyłam na siebie kostium i dopiero
zauważyłam, że w jego skład wchodzi gorset zapinany z tyłu. Niech to szlag,
jestem w domu tylko i wyłącznie z Ianem. Raz się żyję. Zeszłam szybko na dół i
zapukałam do drzwi.
-Proszę.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mógłby Pan zapiąć
mój gorset? – Wychyliłam się zza drzwi, gdy Ian akurat zapinał białą koszulę z
dziwnym żabotem z przodu.
-Oczywiście. – Odparł dopinając ostatni guzik.
Odgarniając włosy z pleców odwróciłam się do niego tyłem.
-Czarownica? – Zaśmiał się.
-Wiedźma. – Poprawiłam. – Bec stwierdziła, że pasuję do
mojego charakteru.
-Uuu, z tej strony Pani nie poznałem. – Zagwizdał ze śmiechem.
– Gotowe.
-Jeszcze mnie Pan nie poznał. – Puściłam mu oczko idąc w
stronę drzwi. – Dziękuję za pomoc.
***
Przebrany w Draculę otwierałem drzwi przed kolejnymi
ludźmi. Paul i Pheobe byli ubrani za gnijącą parę młodą, Bonnie ubrana w długą,
porwaną czarną suknie, z czarnym kapeluszem i wachlarzem zagościła w moich
progach jako czarna wdowa. Kapitalna stylizacja. Daniel z Rachel postawili na
diaboliczność, a Chace jak zawsze zaskoczył wszystkich – przebrał się za
Voldemorta. Zamykając drzwi za swoją siostrę, która przebrała się za Laleczke
Chucky zauważyłem jak po schodach schodzi Julia. Pomimo, że widziałem już jej
kostium całość totalnie olśniewała. Na głowie miała czarną, gęstą perukę oraz
stożkowy kapelusz. W dłoni, którą miała ukrytą w czarnej rękawiczce trzymała
miotłę. Swoje pełne, ponętne usta podkreśliła ciemną prawie, że czarną pomadką.
-Wow. – Uśmiechnąłem się, kiedy stanęła obok mnie. –
Zjawiskowy kostium.
-Dziękuje. Panu też całkiem do twarzy z kłami i sztuczną
krwią. – Uśmiechnęła się poprawiając loki.
-Rasowa wiedźma. – Stwierdził Chace widząc brunetkę.
-Voldemort? Serio? – Śmiała się widząc mojego brata. –
Chyba mam konkurencję w czarach.
-Konkurencję? Proszę Cię. Nie masz ze mną
szans…-powiedział pewny siebie wywijając różdżką. Zaśmiałem się niedowierzając,
że on naprawdę jest moim bratem.
-Chodźmy zjeść i się napić. Potem porzucacie na siebie
jakieś czary. – powiedziałem prowadząc ich do jadalni. Rozmów, śmiechów, tańców
i alkoholu nie było końca. Wszyscy rozmawiali ze sobą, opowiadali jakieś
straszne historyjki, wspominali wcześniejsze zabawy i zakrapiali to ogromną
ilością trunków. Wszyscy byli wstawieni. Niektórzy bardziej inni mniej. Nawet
Julia, która zawsze stroniła od alkoholu teraz śmiała się głośno potykając o
własne nogi. Komiczny widok biorąc pod uwagę, że miałem ją za osobę cichą i
wstydliwą. Utrzymuje się tylko w przekonaniu, że panna Morrison ma kilka twarzy
i z miłą chęcią ujrzałbym kolejne maski. Im więcej alkoholu w siebie wlewałem
tym moja ochota na ściągnięcie z niej tej fioletowej sukieneczki wzrastała.
-Bawisz się w obserwatora? – Koło mnie stanęła czarna
wdowa.
-Dlaczego tak myślisz? – Spojrzałem na przyjaciółkę
przechylając kolejny kieliszek.
-Siedzisz tutaj, milczysz, pijesz i rozbierasz wzrokiem
biedną, nieświadomą Julię.
-Aż tak to widać? – Zaśmiałem się podając jej kieliszek.
-Nie, ale znam się aż za dobrze, aby nie znać tego
wzroku. Podoba się Ci się.
-Owszem, ale raczej pociąga mnie seksualnie. To tyle. –
Wychyliłem shota odstawiając kieliszek.
-Jednym słowem masz ochotę ją spenetrować, ale nie masz
zamiaru budzić się koło niej każdego dnia?
-Musisz być zaraz taka bezpośrednia? – Prychnąłem patrząc
na nią.
-Raczej szczera. Nie rań jej. To dobra dziewczyna, nie
wplątuj jej w te swoje seksualne gierki. – Powiedziała wypijając kieliszek.
-To ona bawi się mną. – Powiedziałem cicho patrząc przed
siebie. Julia właśnie tańczyła z Paulem bliżej nieokreślony taniec świetnie się
przy tym bawiąc. – Kokietuje mnie swoją osobą. Czynami. Słowami. Wzrokiem.
-Może po prostu Ty to tak odbierasz, a wcale tak nie
jest?
-Może. – Odparłem wzdychając. – Jestem seksualnie
sfrustrowany. Mam potężną ochotę zaciągnąć ją do łóżka.
-A ona tego chce?
-Nie wiem, ale myślę, że równie bardzo jak ja.
-Chcesz się bawić w seks bez zobowiązań?
-Nigdy nad tym nie myślałem. – Odparłem szczerze
obserwują Julię.
-Pamiętaj, że coś bez zobowiązania zawsze w jakiś sposób
zobowiązuje. – Poklepała mnie po ramieniu i bez słowa odeszła wtapiając się w
tłum.
***
Zabawa była świetna. Wszyscy mieli szampański nastrój
tańcząc wesoło i co rusz coś podjadając bądź popijając. Nie sądziłam, że złapie
tak dobry kontakt z Emmą, Pheobe i Bonnie. Dziewczyny zdecydowanie dały mi do
zrozumienia, że mnie lubią i zawsze mogę na nie liczyć. To miłe biorąc pod
uwagę fakt, że nie mam tutaj żadnych znajomych. Zresztą nie tylko dziewczyny
były cudowne – Paul pod przykrywką ważniaka i człowieka poważnego, bo w końcu
takiego go poznałam ukrywał twarz totalnego dzieciaka. W głowie mu tylko psoty,
żarciki i zabawa. Daniel i Rachel pojechali już do domu, a więc ekipa trochę
się zmniejszyła. Z głośników leciały same największe hity podrywając wszystkich
do tańca. Nikt nie siedział, każdy wyginał się na wszelaki sposób.
-Cudownie widzieć Panią tak uśmiechniętą. – Szepnął mi
Ian na ucho tańcząc koło mnie.
-Świetnie się bawię. – Powiedziałam zerkając na niego.
–Jednak stopy odmawiają mi posłuszeństwa.
-Nic dziwnego. Zalety wysokich butów. – Puścił mi oczko.
– Świetnie Pani wygląda w tym kostiumie, nie mogę oderwać od Pani wzroku.
-Czy Pan mnie kokietuje, Panie Somerhalder? – Zaśmiałam
się radośnie zarzucając ręce na jego szyję.
-Ja Panią? Nigdy. W końcu jestem Pani szefem. – Powiedział
dumnie zadzierając głowę ku górze. Śmiałam się odrzucając głowę do tyłu. Od
razu podtrzymał moje plecy kręcąc głową z uśmiechem. Tym razem to ja jestem tą
bardziej wstawioną. W głowie kręci mi się niemiłosiernie, a muzyka dudni w
uszach ze zdwojoną siłą.
-Przepraszam szanownego szefa na chwilę. Muszę do
toalety, bo wiem Pan…-nachyliłam się do jego ucha. –Kobiety też siusiają. –
Zachichotałam i uciekłam do łazienki. Załatwiłam potrzebę, zerknęłam na siebie
w lustrze i wyszłam. Po drodze zaszłam do kuchni, aby napić się zimnej,
orzeźwiającej wody. Akurat nalewałam ją do szklanki, gdy do kuchni wszedł
Chace.
-A Ty, czemu się nie bawisz? – Zapytał z wyrzutem.
-Byłam siku, a Ty? – Zaśmiałam się upijając łyk.
-Nie pamiętam po co tu przyszedłem. – Schylił się ze
śmiechu opierając dłonie na udach. On też zdecydowanie przekroczył dziś limit
wypitego alkoholu. – Jak Ci się podoba zabawa? – Zagaił podchodząc i opierając
się o wysepkę naprzeciwko mnie.
-Fantastycznie, ale już powoli łapie mnie zmęczenie. –
Powiedziałam ziewając i ściągając łopatki. – Chyba zaraz udam się do łóżka.
-Jak na wiedźmę wyglądasz całkiem seksownie. – Zauważył
patrząc na mnie od dołu do góry.
-Nie każda wiedźma jest straszydłem. – Zaśmiałam się
odstawiając szklankę. – Pójdę się pożegnać i lecę do łóżka. – Powiedziałam
przechodząc koło niego, kiedy jedną ręką złapał mnie w pasie przyciągając do
siebie. – Co Ty robisz? – Śmiałam się kładąc ręce na jego klatce piersiowej.
-To co powinienem zrobić już dawno. – Szepnął, a chwilę
potem pocałował namiętnie. Starałam się go odepchnąć, ale nie miałam
wystarczająco siły. Odwzajemniłam pocałunek, ale nie czułam totalnie nic. Może
tylko nutkę podniecenia, ale całując jego brata moje uczucia szalały. Oderwałam
od niego usta, a potem się odsunęłam. Spojrzałam na niego zła. Wydawał się być
tak bardzo zadowolony jakby co najmniej dokonał naukowego odkrycia, dupek.
-Dobranoc. – Powiedziałam szorstko wychodząc z kuchni.
Przecisnęłam się przez znajomych dochodząc do Iana, który akurat rozmawiał z
Pheobe. – Idę do łóżka już, dobranoc.
-Wszystko ok? – Spojrzał na mnie od razu łapiąc za rękę.
-Zmęczenie. – Uśmiechnęłam się całując jego, a potem
Pheobe w policzek. Pożegnałam się jeszcze z każdą osobą w pomieszczeniu i
poszłam na górę przechodząc akurat obok Chace. Minęłam go bez słowa. Rzuciłam
się na swoje łóżko opadając totalnie z sił. Wzięłam do ręki swoją komórkę – na zegarku
grubo po trzeciej. Może Sarah jeszcze nie śpi? Dzwonie do niej raz, a potem
drugi jednak dopiero za trzecim razem słyszę jej głos po drugiej stronie.
-Coś się stało?
-Obudziłam Cię? – Zapytałam przekręcając się na plecy.
-Nie, jestem na domówce.
-Całowałam się jakiś czas temu z Ianem. Ba, dziś jego
brat mnie pocałował. Czy to jest dziwne?
-No co Ty gadasz! Całowałaś się z Ianem? Jak było? –
Zapytała podekscytowana czekając na pikantne szczegóły.
-Fajnie. – Odpowiedziałam krótko zawstydzając się.
-Tylko tyle?
-Słuchaj, gdyby nie to, że Bells się obudziła na bank
wylądowałabym w jego łóżku. Starczy Ci? – Powiedziałam poirytowana ściągając
pończochy. – Nie to jest najważniejsze. Czuję się źle wobec Iana i Chacea.
-Stara, ale masz rwanie. Na mnie tylko leci księgowy,
który jest o k r o p n y!
-Rwanie? Proszę Cię. Czuję się dziwnie w towarzystwie
swojego szefa, a teraz będę czuła się jeszcze dziwniej, kiedy dołączy jego
brat. Co ja mam zrobić Sarah? – Zapytałam błagalnie. Cholerny gorset, kto
wymyślił coś tak skomplikowanego?
-Szczerze? Olej to. Sprawy same się ułożą, zobaczysz.
Pogadamy jak przylecę, wracam do gości, bo się ktoś do łazienki dobija.
Poradzisz sobie?
-Szybciej poradzę sobie z tą sytuacją niż z tym
przeklętym gorsetem. Leć i baw się dobrze, kocham Cię. Buźka. – Rozłączyłam się
rzucając telefon na łóżko. Jeszcze chwilę pomocowałam się z kostiumem, aż w
końcu poczułam wolność. Rzuciłam wszystko na krzesło, założyłam na siebie
zwykłą koszulkę i rzuciłam się do łóżka. Kręciłam się z boku na bok nie mogąc
zasnąć. Ostatnie wydarzenia zaprzątały mi głowę. Myślałam nad tym, czego chcę
od życia, od ludzi. Chcę czegoś prawdziwego, szczerych emocji,
nieprzemyślanych wyznań, spontanicznych pocałunków w słońcu i w deszczu,
śmiesznych sprzeczek z byle powodu, niezaplanowanych wycieczek, zerwanych na
łące kwiatów bez okazji i spełnionych marzeń, bez udziału spadających gwiazd.
Przecież są rzeczy, po których człowiek się już nigdy nie podnosi. Są też takie
rzeczy, które sprawiają, że wznosimy się ponad ziemię. Są historie, po których zmieniamy się
bezpowrotnie, a o tym czy, kiedy i jak one się nam przydarzą, rozstrzyga
zazwyczaj ślepy zbieg okoliczności. Prawie każdy z nas jest w jakiś sposób
szalony. Czy ja także? Tak. Romans z pracodawcą? Tak. Przelotna historia z jego
bratem? Tak. Przyjaźń z ich przyjaciółmi? Tak. Szaleństwo mam wpisane w krew.
Wychowałam się sama, bez nikogo. Nikt nie pokazał mi co jest dobre, a co złe.
Nikt nie wpoił mi ważnych, życiowych wartości. Tylko siostra Elena starała się
mnie naprawić, nieudolnie. Jednak pamiętam jak zawsze powtarzała „Wasz czas
jest ograniczony, więc nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. Nie wpadajcie w
pułapki żyjąc poglądami innych ludzi. Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii
zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos.I najważniejsze miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją.” To jedyne co
wyniosłam z domu dziecka i czego szalenie się trzymam. Niestety na mojej duszy
mam blizny, po smutnej i rozczarowującej podróży zwanej życiem. Przeszłość jest
bolesna. Chciałabym się odciąć od niej grubą linią i zapomnieć o tym jak bardzo
popłynęłam w tą otchłań po zyskaniu pełnoletności. To moja tajemnica, którą zna
tylko i wyłącznie Sarah. Nie zamierzam się nią dzielić z nikim. Nigdy.